środa, 23 marca 2016

troszkę nietradycyjnie

   wpis ukazuje nie w spotkaniowym tygodniu.
   Najbliższą sobotę większość z nas spędzi na ostatnich przygotowaniach przedświątecznych, a może już nawet na świętowaniu , czego wszystkim życzę. Spotkanie  odbędzie się za tydzień, w pierwszą sobotę kwietnia.
    Ostatni weekend miałam przyjemność spędzić na włóczkowym święcie w Edynburgu. Nie traktuję swojego hobby na tyle poważnie, żeby jeździć przez pół świata na takie festiwale w poszukiwaniu inspiracji, zapoznania się z nowościami, trendami  czy spotkaniami z twórcami itp. , dalej myślę, że to fanaberia, ale dostałam taką wycieczkę w prezencie i  bardzo (!) cieszę się, że ktoś docenił to co robię i lubię robić.

 To prawdziwe święto i raj dla dziewiarek. Zachęcona zamieszczanymi co rusz tabliczkami o takiej treści:
 dotykałam, głaskałam, miziałam włóczki, czesanki , filcowanki i dzianinki :




Zakochałam się w tych artystycznych wrzecionach




 Rozbawiły mnie zabawki wełniane i ich ubranka (filcowane dudy i główka szkockiej krówki na spódniczce prześmieszne)







Jedwabie i jedwabne produkty rękodzielnicze prawdziwie zainspirowały


                                                                                   

Produkty głównego sponsora mimo ogromnego wyboru nie skusiły nawet promocją (nie było koloru, którego właśnie potrzebuję).
Czegoś się nawet dowiedziałam - myślałam, że moher jest tylko kozi, ale są "moherowe" owieczki:

 Spotkałam różne miśki: szyte tkaninowe i futerkowe z alpaki:                                                                           
                                            

Podziwiałam piękne luksusowe włóczki:


i wykonane z nich dzianiny.


Parę rad  na pewno wezmę sobie do serca.


Tymi karteczkami może się zainspiruję:


Obejrzałam też stoiska znanych dziewiarek- blogerek-projektantek, ale o swoich stoiskach one na pewno piszą lepiej.

Najbardziej spodobały  mi się niekrzykliwe, ale solidne i jednocześnie misterne wyroby (chyba jestem niereformowalna).
 Były też w bardzo ciekawej wersji z koralikami, ale w tym momencie mój aparat się nie popisał, a i mnie pewnie zabrakło umiejętności.

Zrobiłam sobie parę prezentów, tj. kupiłam parę włóczek i przydatnych gadżetów (te znaczniki - owieczki są rozczulające).  Szara włóczka na cewce to wełna merino z angorą, kolorowy moherek do jej ożywienia  i BFL- najlepsza angielska wełna - moja, w wersji lace. Symboliczny szkocki oset (którego,  jak głosi napis przy wejściu na edynburski zamek - nie można go bezkarnie podeptać) - w łagodnej wersji w postaci kostnej porcelany i wytwornej herbatki.
Osobny wpis pewnie należałby się Edynburgowi, bo zdążyłam przez chwilę po nim pobiegać, ale i bez tego wpis jest obszerny. Na koniec trochę wiosny, biało- fioletowej z krokusów,
 żółtej z pola żonkili:

i wełniane życzenia świąteczne:

  

3 komentarze:

  1. :) fajnie jest być w takim raju hobbystycznym :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniała wycieczka :) jak tam było pięknie i kolorowo, tyle różności , w głowie się może zakręcić...musiało być cudnie...na kolejne spotkanie z przyjemnością zawitam, tym bardziej że już jestem na miejscu :) pozdrawiam serdecznie i życzę spokojnych i rodzinnych Świąt Wielkanocnych :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Madziu i Małgosiu! Bardzo dziękuję za komentarze i sorry, że nie odpowiedziałam na bieżąco, ale widziałyśmy się na żywo i potem już jakoś do tego nie wracałam :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...